Coniston Marathon

Tomgrzel

Tomek Grzelewski:

Dziś biegłem maraton w Coniston. Ukończyłem w około 5h, nie wiem dokładnie bo stoper wyłączyłem kilka minut po biegu. Pierwszy kryzys przyszedł jeszcze przed linią startu bo jakieś samochody blokowały trasę i trzymali nas w pełnym słońcu przez 10 minut. Czułem jak pot spływa mi po czole i plecach i już wtedy wiedziałem, że szału nie będzie. Wystartowałem spokojnie,a już na pierwszym podbiegu zacząłem iść bo bałem się że mnie odetnie przy tej pogodzie. Próbowałem nadrabiać na zbiegach, ale około 30 km miałem duży kryzys, prawie straciłem przytomność. Posiedziałem chwilę w cieniu pod płotem i powoli ruszyłem dalej. Za jakiś czas mijaliśmy rzekę i to mnie uratowało. Pełne zanurzenie w zimnej wodzie i wróciłem do biegu. Później z pomocą przyszło jezioro. W sumie od 30 km 4 razy wyschło na mnie ubranie i plecak. Chwilami myślałem że to jakieś pieprzone Badwater a nie maraton w Lake District 😉 .

Wyjeżdżając z Coniston widzieliśmy kilka ambulansów jadących w stronę mety.
W sumie mam mieszane uczucia po tym biegu bo byłem przygotowany, żeby pobiec to o godzinę szybciej, ale niestety pogoda zrobiła swoje.
Sabina i Jacob dziękuję za miło spędzony wieczór i nocleg przed biegiem oraz Grzegorz za doping i wspólną podróż.

Tomek Grzelewski