Gorce Ultra Trial 102km 2017

Zapisałem się na Gorce Ultra Trial 102km, ponieważ nie miałem szczęścia w losowaniu na UTMB. Poniekąd dobrze się złożyło, bo mogę jakoś stopniowo prowadzić trening. To był mój docelowy długi start w którym chciałem siebie pchnąć na maksa jakiego miałem.

Wszystko dobrze, ale niestety wypoczynek tuż przed zawodami nie jest moją mocną stroną 🙂 kiedyś to zmienię….
Lot w piątek rano do Katowic, szybko do Krakowa i szybko do Ochotnicy na rejestrację. Tam byłem zdziwiony przy rejestracji, bo “ktoś o Pana pytał” 😀 jak się okazało spotkałem Mariusza Mackiewicza znanego naszej grupie:) Mario robił za wolontariusza.
Myślałem, że uda się mi spotkać i poznać Mariusza Felczerka, ale jednak brak szczęścia 🙂
Jeszcze jedna ciekawa sytuacja. Stojąc tak na chodniku i rozmawiając z Mariuszem, podszedł do mnie gość i widząc mnie w Hoka mówi, że ma na sprzedaż parę takich butów jako, że kupił sobie za małe i zrobił w nich tylko 20 km. Cena 100 zł :). Jak się okazało, rzeczywiście mój rozmiar, a też byłem na kupnie asfaltówek. Biorę bez zastanowienia. Potem jeszcze szybciej na Łętowe do mojego Brata na nocleg. Pobudka o 2:15 rano, pakowanie i jazda do Ochotnicy Dolnej na start. Więc ze spaniem nie miałem wiele wspólnego.
Na starcie oczywiście mój wierny i najlepszy support w postaci mojej Asi:)
Przed startem organizatorzy zapewnili trochę moich rytmów, czyli grał i śpiewał zespół góralski. Chciało się zatańcować, ale jednak rozum podpowiadał, żeby siły oszczędzać.
Start ogłosił wójt gminy i ruszyliśmy.
Najpierw jakieś 5km po asfalcie. Tempo na spokojnie. Sprinterzy mogli się wyszaleć 🙂
Osiedle Ligasy i ogień do góry na Lubań. TO podejście od razu zweryfikowało kto na dole był sprinterem. Żeby było ciekawej to musieliśmy wejść na wieżę, aby się “odbić” I lecimy dalej w stronę pierwszego punktu odżywczego na Przełęczy Knurowskiej. To był 25km. Wszystko zgodnie z planem… Może minimalnie szybciej niż się spodziewałem.
Picie, jedzenie i dajemy na Turbacz. Tego odcinka nie znałem kompletnie, ale oznaczenia i szeroki szlak ułatwiały bieg. Na Turbaczu zaczęła się duchota jak nie wiem co. Ciężko się oddychało jeśli się szybciej poruszało niż marsz. Szczęśliwie znalazłem szlaufa przy schronisku i polałem się wodą. Po mnie przejął go kolejny zawodnik. Więc nie tylko mnie dało się to odczuć.
Wejście na szczyt Turbacza i zaczęły się lekkie problemy z oznaczeniem trasy. Z mojego rekonesansu trasy wynikało, że mamy ścinać w stronę żółtego szlaku… Tutaj jednak wstążki ciągnęły mnie za szlakiem, ale w drugą stronę. Współbiegacz twardo chciał za szarfami. Zrobiłem z nim jakieś 200-300m I powiedziałem, że wracam, że jeśli chce to może tak biec, ale to zła trasa. Za chwilę widziałem, że i on się wraca. Kolejny problem pojawił się na skręcie do Obidowy. Tutaj to już ewidentnie ktoś przedstawił 3 szafy także ludzie gubili się nagminnie. Nawet lokalni. Ja znowu powiedziałem, że jak kolega chce lecieć tam gdzie szarfy to niech leci, ja byłem dość pewny co do drogi choć też chwilę się zastanawiałem czy przypadkiem nie mamy zrobić jakiegoś dodatkowego pagórka. Ale szarfy ewidentnie prowadziły na zachód, gdzie musieliśmy biec na północ.
Na dole zgłosiłem to organizatorom, a po drodze już spotkałem pana idącego z taśmą – jak się okazało ojciec jakiejś uczestniczki – nie chciał, żeby córka się zgubiła dlatego sam się zgłosił, żeby iść w górę i poprawić oznaczenia.
Na szczęście problemów z turystami, którzy nie lubią biegaczy, było na tyle.
W Obidowie znowu mój Support, który wręcz zamienił się w wolontariusza dla innych:)
Wejście na Stare Wierchy – strome, ale wiedziałem czego się spodziewać, dlatego równym krokiem wraz z moim Współbiegaczem (imienia nie pamietam) dajemy do góry zatrzymując się raz przy strumyku na polanie się wodą. Potem raczej się wypłaszczyło, ale cały czas wznosząco aż do Czoła Turbacza. Tutaj moje znurzenie sięgało granic… Cały czas senny… Patrzyłem tylko, która trawa wygodniejsza, że może na 10-15min się położę, ale mobilizowało mnie to, że biegłem z kimś. Na tym odcinku (byliśmy na pozycjach 5-6) minął nas jak burza zwycięzca biegu na 80km. Zaraz potem dogonił nas biegnący na 7 miejscu Oskar Zimny. To akuratnie postać znana w gronie ultrabiegaczy. Miał on szybsze tempo, a jak dobiegł to coś tam się nas zapytał i tak stwierdziłem, że będę biegł z Nim. Odstawiliśmy tamtego biegacza i swoim, a raczej Oskara, tempem zbiegliśmy do przełęczy Borek, a potem w górę na Kudłoń i aż do pit stop’u w Rzekach. Tam czekał na mnie mój fan club :).

“Fan Klub Wujka Andrzej”

Wraz z dziećmi mojego Brata Bartka – Zuzią i Wojtusiem.

Wojtka “OK” wymiata.:)

Zjedliśmy pomidorową, mnóstwo pomarańczy, banany i znowu pomarańcze 🙂
Cały czas dostosoywałem się do tempa Oskara. Wiedziałem, że stary wyjadacz w tej branży to wie co mówi i wie co robi. Podziw, bo jak mówił w tym roku ani razu nie był w górach, a chciał zobaczyć co mu zostało z poprzednich lat:). Już widziałem, że mu dużo zostało. Gadka nam się kleiła wręcz o wszystkim, to i kilometry dość pozytywnie mijały. Bardzo miłą niespodzianką był dodatkowy punkt z wodą w połowie wejścia na Mogielicę – najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, który był zaliczany tylko przez uczestników 102km. Wypiliśmy po łyku piwa, ale myślałem, że będzie chłodniejsze i przez to myślałem, że mi cofnie wszystko z żołądka, ale jakoś przetrzymałem. Zimnej wody mieli pod dostatkiem więc wylali całe wiadro na mnie. Z tego co mówili na ostatnich pit stopach to nadrabialiśmy do następnego, a jakimś cudem wyprzedziliśmy jeszcze jednego choć nigdzie go nie spotkaliśmy. Okazało się potem, że gość gubił się na potęgę choć mówił, że teren znał na wylot.
Czyli wyleciał z trasy 🙂
Na zbiegu z Mogielicy zaczęliśmy gdybać co robimy jeśli dościgniemy gościa na 3 miejscu lub strata na ostatnim pit stopie będzie nieduża. Ja od razu odmówiłem jakiejś mocnej pogoni z mojej strony, bo już mi było bardzo ciężko. Już w Szczawie, jakieś 300m przed punktem kontrolnym na 83km dogoniliśmy go… Szybciej niż przeczuwaliśmy. Jakąś drobną kontuzję doznał, która nie pozwalała mu na szybsze pokonywanie trasy. Na pit stopie zostałem wpisany z nas jako pierwszy i nie ukrywam, że ładnie to brzmiało, że jestem na 3 miejscu, ale przewagi miałem 0 sek:) no i jeszcze 19km do mety.
Fan klub znowu dopisał w pełni czego nawet inni biegacze trochę mi zazdrościli:)

Szczawa, a w tle…wiadomo:)

Dzięki Oskar za wsparcie na trasie! Pit stop w Szczawie.

Szczawa.

Pit stop w Szczawie z wiernym FanKlubem. 🙂

Niestety, tyle było z moich sił na ściganie się na maksa. Chłopaki odeszli mnie na jakieś 30-40m. Oskar nawet chciał czekać na mnie, co było bardzo miłe z Jego strony. Jednak po naszych wcześniejszych ustaleniach machnąłem mi ręką, aby walczył o podium.
Ja sobie wolnym krokiem zamierzałem ku podejściu na Gorc. Dłużyło się bardzo. Dogonił mnie ten co się gubił. Miał jeszcze dużo więcej siły ode mnie. Tak się tylko zapytałem w jakim wieku jest, licząc, że nadal uda mi się być na podium w mojej kategorii wiekowej. Wszystko wskazywało, że powinienem się zmieścić.
Na Nowej Polanie łączyły się trasy 80 i 102. Wtedy zostało mi patrzeć tylko na kolor numerów kto mnie wyprzedza. No i już po minięciu Gorca widziałem, że jest jeszcze jeden delikwent, który mnie bierze, a jest ze 102. Choć było też paru innych, ale oni jak się okazało, skrócili dystans na 80km. Sporo zamieszania. Starałem się jakoś jeszczeza nim biec, ale było ciężko. W końcu straciłem go z pola widzenia. Wtedy wreszcie-nareszcie pogoda się złamała i zaczęło dość mocno padać. Cieszyłem się tym deszczem przeogromnie :). Zdecydowana większość jednak zatrzymywała się i zakładała kurtki. Ja ani o tym nie myślałem. Zaczęło mi się dobrze biec. Mijam co trochę biegaczy z 80km. I tu nagle biegnąc przez polanę widzę, że 100m za mną ciśnie jakiś gość… Nie miałem siły już przyspieszyć. Jak się okazało to znowu ten sam gość co zaraz za Gorcem mnie minął. Trochę takie deja vu, gdyż nie wyprzedzałem go. Okazało się, że zapomniał skręcić w lewo i biegł dalej na Turbacz zamiast do Ochotnicy. Niby to próbowałem coś go się trzymać, ale już nogi nie dawały rady. Straciłem go znowu z oczu.
Zbiegałem sobie na spokojnie, żeby głupot na koniec nie narobić. Znak 3km do mety, potem znak 2km do mety, no i upragniony ostatni kilometr 🙂 wtedy oczywiście ogień 🔥!!! Ile fabryka dala:)
Mijam dalej osiemdziesiątkowiczów. Jest już ulica główna. Wtedy to na chodniku słyszę mojego Brata Tomka, który dopinguje mnie i rzuca wyzwanie kto pierwszy na mecie:). Oczywiście od razu wziąłem się za sprinta, choć on miał tylko przez plac przebiec, a ja za zabudowaniami do mety. Wlatuję na ostatnie 100m, a tu widzę, że jest jakiś biegacz. No to dawaj go!!! Miał do mety max 30m, ale nogi mu całkiem nie podawały. Widząc mnie próbował się pozbierać i być wcześniej na mecie, ale szczęśliwie to ja minąłem go na jakieś 10m do mety i to był gość z deja vu co mnie 2 razy wyprzedzał 🙂
Dzięki Bratu i temu sprintowi zdobyłem 7 miejsce wyprzedzając kolegę o 2 sek. Hmmm… Ścigać się 102km i przegrać o 2sek pewno nie należy do przyjemnych, ale cieszę się, że to ja jestem z tej drugiej strony.
Na mecie oczywiście pogratulowaliśmy sobie walki.
Organizator od razu wypytywał się mnie o wrażenia, o trudności, o to co może poprawić, co było dobre.
Wynik końcowy 13h 51min 32sek.
Miejsce 7 na 98 oficjalnie startujących. Tylko 32 osoby ukończyły w wyznaczonym limicie czasu 16h. Nie znalazła się w tym gronie, żadna kobieta.
Dla mnie wyścig bardzo dobry. Na turystów którzy poprzestawiali oznaczenia nie ma rady… Niestety… Przez to niektórzy zawodnicy narzekali na organizatorów – zupełnie bezpodstawnie. Niektórzy wykazywali się dziecinnością oczekując, że jak się zgubili to organizatorzy “za rączkę” poprowadzą ich do mety. Może jeszcze powinni nieść im jedzenie i picie, aby było lżej?
Jedyna moja sugestia to wydłużenie limitu czasu do min 19h. Na 16h trzeba już być dość dobrze przygotowanym.
Ogólnie wrażenia jak najbardziej pozytywne. Piękne widoki, wspaniali kibice:) a w szczególności moja Asia, która od startu, przez wszystkie pit stopy, aż do samej mety podążała cierpliwie za mną. Bóg Ci zapłać! 🙂

Powodzenia dla organizatorów i mam nadzieję, że do zobaczenia 🙂

Tutaj można obejżeć filmik z mety:

Meta. Moi kibice!!! 🙂 Dziękuję!!!

Czekając na wujka Andrzeja….”Dlaczego wujek tak pomału bieganie?” 🙂

Meta z całym FanKlubem:).

Rodzina dopisała, że HEJ!!!:)

 

Organizatorzy aż gratulowali takiego wsparcia. 🙂

Medal za Ultra Trial 102.

Medal za Ultra Trial 102 ,tył.