“Od Zmierzchu do Świtu” im. gen Nila

Kolejnym moim startem w tym roku był bieg “Od Zmierzchu do Świtu” . Bieg poświęcony pamięci gen. Nila założyciela KEDYWu.
Była to 6 edycja. Start wyścigu jest o astronomicznym zachodzi słońca i limit czasowy jest do astronomicznego wschodu.
Tym razem start był o 19:05, a limit o 6:03. Uczestników około 170 osób.
Tutaj troszkę o tym biegu z lokalnej telewizji (nawet mnie chwycili z moim fan klubem:)):
http://www.myslenice-itv.pl/rozpoczeli-o-zmierzchu-zakoncza-o-swicie-na-suchej-polanie-wystartowal-calonocny-marsz/

Gotowy na start!

Trasa “Od Zmierzchu do Świtu”.

Rok temu byłem 3 na tym biegu, dlatego w tym roku wiedząc, że zwycięzca z poprzedniego roku nie startuje, również po cichu liczyłem na podium. Czasowo uważałem, że powinienem to zrobić szybciej niż w zeszłym roku (6h08min00sek). Liczyłem na 5:45 – 5:50.

Ustawiłem się w miarę na przodzie, aby nie przeciskać się na pierwszym podejściu. Ruszyliśmy.
Do końca podejścia na Lubomir już wyklarowała się czołówka. Było nas chyba 10ciu. Już na zbiegu z Lubomira jeden gość ruszył na prawdę mocno i tak sam trochę nie wiedziałem czy biec za nim, bo taki mocny czy tylko sprinter… Postanowiłem tak to wypośrodkować. Ja traciłem do niego jakieś 100m, a za mnągrupa pościgowa, którą odstawiłem na jakieś 80m. Trzymałem równe, spokojne tempo do końca zbiegu. Grupa pościgowa mnie doszła. Mieliśmy teraz jakieś 500m płasko, a potem lekkie podejścia. Jakoś nikt nie garnął się do szybkiego podchodzenia, dlatego od razu wysunąłem się na przód i jak się okazało nikt za mną nie ruszył. Postanowiłem teraz przycinsnąć mocniej i doganiąć pierwszego. Na szczycie Wierzbanowskiej Góry byłem już za nim. Biegliśmy razem może jakiś kilometr, może 1,5. Na podejściach widziałem,że byłem mocniejszy. Postanowiłem, że atakuję i będę starał się nadrabiać ile się da. Na całym dystansie był tylko jeden pit stop i to tylko z wodą i izotonikiem. Dlatego, żeby było ciężko:) Więc trzeba było rozsądnie siły i zasoby wody rozkładać na kilometry. Ja trasę pamiętaałem z poprzedniego roku, więc postanowiłem zrobić podobnie i napełnić flaski na podejściu na Szczebel. Gdzie też wspierala mnie moja rodzina:)KASINKA MAŁA!!! Wcześniejsze podejście na Lubogoszcz strome, ale znośne…Szczebel…ehhh…uczy pokory i cierpliwości….ściana. Ciemna moc nie pomaga. Napełniam w strumieniu wodę i daję dalej do góry.
Szczyt. Zaczynam zbiegać i jakoś ślizgnąłem się kilka razy i to mnie trochę wystraszyło i zacząłem bardze asekuracyjnie zbiegać. Za wolno. Po Małym Szczeblu już mnie doszedł drugi biegacz – jak się doweidziałem później pod Szczeblem miałem ponad 7min przewagi. No nic….Biegniemy razem. Nie wychyla się do przodu. Na pit stop w Lubniu wbiegamy razem. Tam znowu moja rodzina i sąsiadki 🙂 Krzykli, wrzaski i piski 😀
Szybko popijam. Napełniam i ruszam, bo ten już ruszył i zrobił sobie jakieś 50m przewagi. Szczerze myślałem, że go nie dojdę. Stwierdziłem, że lipy odstawić nie mogę i muszę za wszelką cenę próbować. Status 50m różnicy utrzymywał się przez kolejne jakieś 2-3km. On nic nie nadrabiał nade mną, ani ja nic nie odrabiałem. Ciśliśmy dość mocno jak na nasze możliwości. W końcu pomału, pomału zacząłem dociągać do niego. Nie odpuszczałem go na krok. Nie pozwalałem mu zrobić większej przewagi niż 1,27m 🙂 Co on podbiegał to i ja, co szedł to i ja. Zaczęło się grząskie błoto….dużo błota…10km błota….Noc dalej nie pomagała:). Muzyczka nadal mnie pchała do góry. Jadłem dobrze. ŚLedziłem na zegarku ile do ostatniego zbiegu. Cały czas za jego plecami. Zero rozmów tylko ciśnięcie do góry. Każde płaski biegliśmy, ale pod koniec zauważyłem, że jakby mu trochę siły poszły ,bo płaski już tylko szedł. Nadal nie chciałem wyjść na prowadzenie. Czekałem na zbieg. Wtedy to moja czołówka przeszła na tryb oszczędnościowy co troszkę mnie wystraszyło, że jakbym szarpnął od początku zbiegu to mogłoby mi braknąć światła i wtedy trochę lipa. Stwierdziłem, że biegnę dalej za nim. Wyłączyłem muzykę, żeby słyszeć jego oddech, czy zmęczony czy jeszcze dość silny. Cały czas taktyka:) Zbiegu było jakieś 4,5km. Kiedy mijaliśmy miejsce startu zostało ostatnie 3km na dół drogą szutrową. Pyta mnie jak się czuję, czy wbiegamy razem, czy się ścigamy. Ja wiedząc, że to byłby większy kłopot dla organizatorów, bo jak podzielić puchary czy nagrody, odpowiadam, że ścigajmy się i niech wygra szybszy. Pada zgoda i kolega od razu rusza mocniej. Chyba chciał mnie wziąć na zmęczenie, ale ja za nim dalej krok w krok. Sprawdzam tylko co chwilę zegarek, żeby wiedzieć kiedy zaczyna się ostatni kilometr. W końcu jest. Adrenalina rośnie. 800m do mety, ja nadal za nim. Chcę,żeby juz było tylko na dół, bo pamiętam, że były chyba 2-3 małe hopki. W końcu jest 600m i myślę, ze już czas. Więc ogień! Widzę, że on jednak zostaje,ale tu nagle jeszcze jedna hopka. Niby tylko mała hopka, ale bałem się trochę, żeby mnie jakiś skurcz przez to nie złapał, ale nie zlapał:)
Ogień! Mijam domki letniskowe i już w dali widzę Ośrodek WYpoczynkowy, gdzie była baza zawodów i meta. Oglądam się za siebie i widzę, ze mnie nie goni. Daję mocno do końca wbiegam pierwszy na metę 🙂
Byłem bardzo zadowlony, że tak się to potoczyło szczęśliwie. Wyprzedziłem drugiego o 23sek. Gratulacje od organizatorów i reszty żołnierzy z Jednostki Specjalnej im gen Nila w Krakowie. Zaproszenie na rozdanie nagród na uroczystym apelu z okazji uroczystości Jednostki.
Również podziękowania dla Wojskowego Stowarzyszenia “Kultura – Turystyka – Obronność” za współorganizację zawodów.
Warte polecenia zawody. Wpisowe 85zł, a ilość nagród losowana już przed biegiem powalająca. Praktycznie każdy uczestnik coś dostał. Ja przed wyścigiem dostalem bardzo dobry kubek termiczny Camelback’a, a najwięksi szczęśliwcy – było ich dwóch – 2dniowy 2osobowy pobyt w hotelu “Nad Przełomem” w Pieninach. Tak, to było jeszcze przed wyścigiem 🙂 Tylko dlatego, że uczestniczyliśmy w wyścigu:)
Także polecam  i to bardzo, bo teren bardzo piękny, a organizacyjnie zobaczycie, że żołnierze potrafią się przyłożyć:) Ja bez kontuzji, także pozytywnie 🙂 Potem apel i spotkanie w Muzeum Wojska Polskiego z całą Jednostkąna małe “co nie co” 🙂 tak tak….były ogórki 🙂
http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/23567?t=Cel-zdazyc-do-mety-przed-switem

Podium kobiet i podium mężczyzn wraz z płk Mirosławem Krupą – dowódcą Jednostki Wojskowej NIL.

Podium kobiet i podium mężczyzn wraz z Robertem Korą “Kornikiem” – głównym pomysłodawcą i organizatorem zawodów.

Miejsca 1-30 VI Edycji “Od Zmierzchu do Świtu”.

Medal za NILa.

Medal za NILa, tył.

One thought on ““Od Zmierzchu do Świtu” im. gen Nila