Po Rzeznicku

rzeznik

Czyli jak to bylo na Rzezniku w tym roku.

Raport by Łukasz Zbożniak:

Ogólnie pomimo tych wszystkich zawirowań jakie związane były ze sporem z Zarządem Parku Narodowego, organizatorzy wyszli z tego obronną ręką. Nowa trasa biegu była wymagająca ale zarazem prowadziła przez malownicze tereny przygraniczne ( Jacob Snochowski robił fotki 🙂 co naprawdę umilało cały bieg.

rz3

Start był o 3 rano jednak w związku z tym ,że byliśmy rozmieszczeni od 20 do 35km od Cisnej musieliśmy wyjechać już o 0:30 ( później z Cisnej autokarami na start w Komańczy). Ogólnie Kuba był w gorszej sytuacji bo najpierw cały dzień w aucie a później pakiety startowe, odprawa etc. Wszystko to trwało do 20 czyli zanim dotarliśmy do domków mieliśmy raptem kilka godzin snu (o ile w ogóle można mówić o spaniu ;)), ja byłem na miejscu dzień wcześniej więc przynajmniej nie musiałem borykać się z 4h jazdy. Zaraz po starcie realizowaliśmy strategie 5:30km ,na w miarę płaskich odcinkach co przez pierwszych ok 10km się udawało. Kuba był na przodzie i tym samym motywował mnie do wzmożonego wysiłku bo sam pewnie bym tak nie napierał. Bądź co bądź w moim mniemaniu na pierwszy punkt w Cisnej dotarliśmy nadzwyczaj szybko 31km w 3h15min. Jak dla mnie tempo mocarne, już wtedy dopadł mnie kryzys ale jakoś się przemogłem (jak trzeba napierać cały czas to kryzysy jakoś ulatują:)). Ogólnie strategia Kuba z przodu wyprzedza a ja go gonie naprawdę dała pozytywny skutek, pomimo roszad między punktami cały czas dawaliśmy radę utrzymać pozycję (25).

rz2

Od ok 35 kilometra doznałem “przebudzenia” i znowu mogłem w pełni świadom gnać do przodu i pilnować aby nie gubić Kuby z oczu. tuz przed punktem SMerek ok 50km dojrzeliśmy połączona grupkę ,która łączonymi siłami próbowała jakoś się zmotywować. Jak nas ujrzeli zacieli uciekać. Jak się okazuję konsekwentny trucht lepszy jest od rwanych ucieczek i tuż przed punktem udało nam się ich dopaść i wyprzedzić. Na samym punkcie posilaliśmy się kromeczkami ze smalcem i ogórasami kiszonymi (mniam mniam). To był nasz najdłuższy postój, zmiana koszulki, uzupełnianie wody i izotoników i jazda dalej, do kolejnego punktu mamy ok 16km. Po ok 5km dopadł mnie kolejny kryzys i wszystko jakby spowiła mgła…Zdołałem wrócić do siebie ok 60km. Mieliśmy teraz dość górskie odcinki i było mało biegania a dużo podchodzenia , straciliśmy kilka pozycji bo niedomagałem jednak zespoły nie oddaliły się na tyle by stracić je z oczu co zaowocowało utrzymaniem pozycji na kolejnym punkcie, ciągle w głowie gra mi głos Kuby ,który mówi ” daj z siebie jeszcze trochę a dłużej odpoczniemy na punkcie”, te słowa mnie zmotywowały i zanim dotarliśmy do punktu daliśmy radę wyminąć zespoły ,które minęły nas między punktami… Jak się później okazało po 3 minutach już gnaliśmy na okrąglik ( a miało być tak pięknie :))

rz4

Na ostatnich 14km wiele się działo, byliśmy ścigani przez 5 zespołów, dosłownie deptali nam po piętach (wszystko przez moje standardowe kryzysy…mam wtedy ochotę położyć się spać na 5 minut dosłownie zmrużyć oko i wszystko wróci do normy;) , co chwila muszę przywracać się do rzeczywistości bo umysł odpływa. Jednak mimo problemów gnamy dalej, Kuba mówi ,że też ma mały kryzys, co trochę podnosi mnie na duchu “jest jednak człowiekiem” myśle sobie 🙂 na około 6km przed metą czuję oddech jakiegoś zawodnika na plecach. Wtedy myślałem ,że już po nas… Kuba z przodu a ja znowu niedomagam.. ale nie… jest zbieg.. ratunek… trochę mu uciekłem i udało mi się dobiec do Kuby, rozeznajemy sytuacje i Kuba decyduje ,że nawet na małych podbiegach truchtamy. Strategia się sprawdza bo dzieki szybszym zbiegom i truchtaniu udaje nam się ich zgubić. W międzyczasie całkowicie znikąd rozpętała się burza, padał deszcz a później grad, wszystko trwało ok 20 minut ale dało nam się we znaki. Do mety już tylko przysłowiowy “rzut beretem”.

rz5

Pytamy ludzi jakich mijamy ile jeszcze do Mety na co oni odpowiadają 1,5km, przebiegamy kolejne 800metrów znowu pytam znowu słyszę 1,5km … “co jest” myślę sobie 🙂 Jednak już jest blisko już słychać ludzi. Dotarliśmy z czasem 10h33min. Niestety moja głowa nie pozwoliła mi biec dalej… Ubzdurałem sobie ,że mam kontuzję stóp i przez to nie pobiegliśmy tych 100km a poprzestaliśmy na 80.

To ,że na 2gi dzień mogłem swobodnie chodzić uświadczyło mnie ,że fizycznie byłem przygotowany jednak ultra to nie tylko mięśnie ale i głowa ,która tak samo musi być trenowana bo później takie sytuacje wynikają…

Łukasz Zbożniak