Vegan 3000 Welsh

Teraz czas wziąć się za Vegana.
Jak do tej pory ukończyłem go raz, a 2 razy schodziłem z powodu kontuzji kolana.
Organizacyjnie zawsze przeciętnie… Coś zawsze musiało być nie tak. Więc i tym razem wielki dystans wobec organizacji.
Nastawienie było, aby sprawdzić czy kolano wytrzymuje obciążenia wyścigowe w trudnym terenie. Czasowo to myślałem, podobnie jak Mariusz, aby zejść poniżej 10min/km.

Po rejestracji.

hmmm….a może od razu otworzyć ogórki?

Teren dość dobrze mi znany. Uważałem, że powinno być ok. Porządny taping na kolana, spotkanie w dużym gronie Polaków przed startem i 🔥. Start 5 rano. Także używanie czołówek było zbędne. Na początku trzymałem się mniej więcej tempa Jarka, ale jednak po 3km stwierdziłem, że trochę za mocne jak na mnie. Wolałem ostrożniej. Na dobiegu na Snondow straciłem Jarka z oczu. Wiedziałem, że Mariusz powinien być niedaleko za mną. Złożyłem kijki i chciałem je wsadzić do kołczana, a tu niestety kołczana się odwiązał i musiałem aż się zatrzymać, bo nie było szans go inaczej przywiązać.
Kilka osób mnie wyprzedziło, dobiegł mnie Mariusz i pyta się czy wszystko w porządku z myślą o kolanie, ale pod tym względem było ok:) bierzemy się za Crib Goch… Idzie elegancko. Oznakowanie trasy bardzo dobre. Zbiegamy… Praktycznie każdy zawodnik inaczej:), ale na dół, także w dobrym kierunku 🙂
Szybki pit stop w Nant Peris i w głowach mentalnie już nastawieni na mozolne podejście na Eldir Fawr. Ale najpierw Mariusz chciał być zauważony na filmiku i wywalił się dość mocno na drewnianym mostku 🙁 na szczęście dał radę kontynuować bieg. Najpierw myślałem, że wywalił się na skórce od banana, ale filmik rozwiał wątpliwości :).
Idziemy… Ja cały czas krok w krok za Mariuszem. Jakoś miałem wrażenie, że zwalniałbym Go do góry.
Szczyt, bułka z miodem i serkiem wiejskim i wreszcie trochę biegu. Na płaskich i zbiegach starałem się jakoś rekompensować Mariuszowi prowadzenie do góry. 🙂 wejście na Glyder Fawr zwalnia każdego. Nie takie długie, ale bardzo strome.
Biegiemy teraz po ostrych skałach Glyderów w 5-6 osób. Dobiegamy do Glyder Fach. Ten odcinek był znany z tego, że organizatorzy nie stawali na wysokości zadania… Niby szło jak z płatka… Oznakowanie dobrze położone na trasie jaka była dana i omówiona dzień wcześniej na odprawie.
A tu nagle wyłania się zza mgł brodaty z Raid Light (współorganizator) i mówi, że mamy biec do prosta, a nie robić zabiegowego trójkąta do przełęczy pod Tryfanem. Ehhh… Super… Zmiana trasy w czasie zawodów kiedy już około 15 zawodników zbiegło dalszą, ale łagodniejszą trasą. Zawsze coś musi być nie tak. Niepotrzebne nerwy i strata czasu. Mario trochę wolniej ostatni odcinek robi, ale daje radę. Mówi, że nie jest pewien czy da radę trzecią część zrobić. Zobaczymy na pit stopie.
Teraz wejście na czworakach na Tryfan I zejście – bardzo podobne – do Ogwen Valley gdzie mamy pit stop z ciepłym jedzeniem. Staramy się uwijać. Na dobiegowym asfalcie umawiamy się, że jeśli na ostatnim szczycie nadal będziemy biegli razem to wbiegamy razem na metę. Mariusz potrzebuje jednak mieć opatrzoną ranę przez medyków. Każe mi iść. Ja spokojnym krokiem jedząc zaczynam podejście na Pen Yr Ole Wen.

Mariusz opatrywany w Ogwen Valley.

Mariusza zaraz widzę, że już idzie. Znowu razem. Ostatnie kilkaset metrów puszczam Go znowu przodem. Od szczytu staram się nadawać tempo zwłaszcza, że zaraz przed szczytem doszedł nas jakiś zawodnik. Na szczęście dość szybko nie wytrzymał naszego tempa i biegniemy we dwóch cały czas nie widząc nikogo przed i nikogo za, bo – jakżeby inaczej – tutaj zawsze gęsta mgła. Nie mamy problemów z nawigacją. Wszystko idzie do przodu.
Biegnąc z Carnedd Gwenllian na ostatni szczyt, czyli Foel Fras, spotykamy Marcina Kozieńskiego, który biegł Vegan Half Marathon. Marcinowi zostało już tylko zbiec do mety.
My dobiliśmy do ostatniego szczytu, a mijając innych, już wracających z Foel Fras zauważyliśmy, że nie mamy dużej straty do poprzedzającej nas trójki.
Doczepił się do nas biegacz z połówki. Po dotknięciu szczytu wciskam w siebie jeszcze coś jakiś żel (misie Haribo się skończyły :((). No i potwierdziło się, że jakoś mi nie służą żele. Zaczęło mnie nudzić i jakoś słaby byłem. Na szczęście tylko chwilę. Przemogłem to dość szybko i 🔥. Trzeba było teraz mocno skoncentrować się na wyszukiwaniu chorągiewek, żeby przypadkiem nie błądzić. Cały czas prowadziłem z myślą, żeby zgubić tego z połówki i może jeszcze kogoś dogonić. Mgła nie pomagała. Co chwilę Mario lub ja krzyczymy jeśli jakoś lekko zbaczamy z trasy. Anglik nie rozumiał naszych polskich haseł, a na jedno krzyknięcie Mariusza tak hamował, że aż się wywalił 🙂 cały czas na doczepkę. Nosa na prowadzenie nie wystawił ani na 1m.
W końcu gubimy go i w oddali też widzimy następnego. Wraz z niższą wysokością, widoczność się poprawia. Wyprzedzamy tego jednego i w oddali widać już tą trójkę. Mariusz trochę mi zostaje w tyle. Drę się na Niego co chwilę i popędzam. Tempo wysokie. Mam nadzieję, że nie klnął na mnie strasznie 🙂 Nie słyszałem ich, bo Sławomir umilał mi bieg:)
Poganiałem i poganiałem 🙂 chyba to moje darcie usłyszeli Ci przed nami i przyspieszyli.
Mariusz dobiega do mnie i dajemy dalej. Na zmianę otwieramy bramy dla owiec. Byle szybciej i byle do mety. Zbieg asfaltem i koniec:)
Czas 9h 00min 57sek. Miejsce 18 exequo z Mariuszem. Choć niby na “open tracking” miałem go o 2sek. Nie wiem jak. 🙂
Na mecie powitało nas nasze grono Polaków z Asią i Anią na czele 🙂 to było najbardziej budujące, że wystartowało nas tutaj 7 Polaków i wszyscy ukończyli bieg. Pięknie!!!
Jarek dołączył do nas na rower :)… Wiem… Mało nam było 🙂 rozjeździliśmy trochę nogi i od razu lepiej.
Mariusz niestety potem musiał na SOR jechać. Dostał szwy.
Ja z wyścigu jestem zadowolony, gdyż plan wykonany. 🙂 ale organizacyjnie znowu były ale… Ehhh…
Jedzenie mogłoby być lepsze :p świniak lub wołowina :p Pewna pani nawet chciała mnie zjeść za to, że “I love meat” 🙂 ale myślę, że nie chciała tego zrobić dosłownie wbrew swoim tym tym… 🙂

Ogólnie pozytywne wspomnienia, ale bardziej dzięki Polakom niż organizatorom wyścigu.
Pozdrawiam serdecznie!

Meta:

Meta z Mariuszem, Jarkiem i Marcinem. Gratulacje chłopaki!

Meta z Mariuszem.

Wegański medal 🙂

Leave a Reply