Z polnocy na poludnie- Lake District w pol doby.

Dziwne to uczucie, pisac raport na temat biegu, do ktorego przygotowywales sie pare miesiecy, pisac o czyms co bylo Twoim celem, poniekad motorem napedowym, a teraz, jest juz tylko historia..

?Lakes in a day? byl moim glownym celem biegowym w 2015 roku, drugim ultramaratonem w zyciu, pierwszym mozna by powiedziec powaznym i branym na powaznie. Druga edycja biegu podazajacego z polnocy na poludnie parku narodowego Lake District zapowiadala sie bardzo interesujaco, nie tylko ze wzgledu na udana pogode ale rowniez ze wzgledu na dosyc silna obsade, w sklad ktorej wchodzili biegacze znani lokalnie, ale i rowniez krajowo. Ogolna liczba 347 biegaczy zdziwila prawdopodobnie nawet samych organizatorow, ciezko bylo pomiescic caly ten tlum w malutkiej wiosce Caldbeck, z ktorej rozpoczynal sie wyscig.

Na wyscig zdecydowalem poniewaz bardzo spodobala mi sie jego idea jak I sam profil trasy. Sam pomysl podrozy z punktu a do punktu b, przeciecia calego parku narodowego wzdluz byl nadwyraz kuszacy,wrecz ekscytujacy. Organizator opisal trase jako liczaca 80km dlugosci oraz ponad 4000m podbiegow no i oczywiscie zbiegow. Trasa zostala podzielona na dwie czesci- pierwsza z Caldbeck do Ambleside, typowa ?fell runningowa? trasa liczaca okolo 47km, oraz druga- z Ambleside do Cartmel liczaca wedlug danych organizatora 33km, z typowym trailowym profilem w sklad ktorego wchodzily szutrowe sciezki, lekko techniczne pagorki, lesne drozki , oraz pare krotkich odcinkow asfaltowych. Organizator zapewnil trzy puntky zywieniowe na trasie oraz mozliwosc zmiany obuwia w Ambleside, co moim zdaniem jest bardzo dobrym pomyslem (roznice w profilu trasy). Jako ze wyscig nie byl petla, za dodatkowe 10? mozna bylo wykupic miejsce w autokarze ktory zabieral Cie z punktu rejestracji, ktory zarazem byl meta w Cartmel do startu w Caldbeck- wydaje mi sie ze z opcji skorzystalo wiekszosc uczestnikow poniewaz poruszalismy sie konwojem czterech autokarow.

Przygotowania do wyscigu zaczalem wraz z poczatkiem sezonu, skupialem sie na tym, zeby zaliczyc chociaz jedno krotkie lub dlugie wybieganie w gorach tygodniowo. Staralem sie rowniez nie zaniedbywac treningow szybkosciowych, z ktorymi mam zawsze problemy tu gdzie mieszkam- brak dluzszych prostych, wszechobecne pagorki, brak biezni.. Do treningow wliczalem rowniez wedrowki gorskie- zdaje sobie sprawe ze wiele osob stwierdzi ze to nie jest przeciez bieganie, ale osobiscie uwazam ze te daly mi bardzo duzo- wzmocnily, uodpornily na bol zwiazany z przebywaniem na nogach prze dlugi okres czasu w warunkach gorskich, pozwolily podszlifowac techniki scramblingowe itp. Potwierdzenia trafnoscii moich wyborow treningowych szukalem w kilku wyscigach gorskich, ktore utwierdzily mnie w ich slusznosci. Ogolnie sezon przebiegany w pierszej dwudziestce na wiekszosci zawodow. Miesiace mijaly a ja stawalem sie co raz to bardziej zmeczony kilometrazem i nieustannym czekaniem na wyscig, ktory mial odbyc sie 10-go padziernika 2015. W efekcie na tydzien przed wyscigiem wyladowalem z tempratura, bolem gardla oraz zanikiem glosu w lozku, modlac sie zeby wydobrzec w przeciagu siedmiu dni..

Piatek 09.10.2015 07:00 PM

Od dwoch dni jestem juz w pracy, ciagle pociagam nosem i czuje ze nie bylo ze mna za dobrze przez ostatni tydzien, tego juz nie zmienie, czas sie zbierac do Cartmel i zarejestrowac przed wyscigiem!

Punkt rejestracyjny mieszczacy sie w szkole jest bardzo dobrze zorganizowany- widac ze kazdy z wolantariuszy zna swoje miejsce, kazdy sluzy pomoca, w skrocie jest tak jak powinno. Wchodzac do budynku szkoly mozna zauwazyc znaki na pole campingowe, zorganizowane na szkolnym boisku dla uczestnikow przyjezdzajacych z daleka. Sama rejestracja zajela mi nie wiecej niz 5 minut- po okazaniu prawa jazdy dostalem moj numerek 236, mape z trasa biegu- szczelnie zapakowana w woreczek strunowy, nadajnik gps ktory zostal przyczepiony do plecaka oraz mozliwosc zdania moich butow, ktore zostaly zapakowane do zapewnionych przez organizatora woreczkow.

Czas zwijac sie do domu, prysznic, cos do zjedzenia I przy odrobinie szczescia moze uda sie zasnac!

Sobota 10.10.2015 04:15 AM

Beep, Beep, Beep, Beep?

No to sie zaczelo- szybka pobudka, ubikacja, umyc twarz I zeby, zjesc cos, wypic kawe, ubikacja, ubikacja, szybko do auta na 5:20 musze juz byc przeciez w Cartmel!

Czy nic nie zapomnialem?! Mam plecak, wszystko w plecaku, buty na nogach, mozna jechac.. Stres mnie zzera od srodka, czy dam rade, czy nie zawiode siebie I moich bliskich? Grrr, te mysli zabijaja Cie od srodka?

Do Cartmel dojezdam na 5:15, oczywiscie zdecydowanie przed czasem- do wyjazdu autokaru zostalo jeszcze 45 minut, 45 minut spedzonych na staniu w kolejce do pisuaru oraz obserwowaniu innych przejetych uczestnikow wyscigu. O godzinie 6:00 wyruszamy autokarami z Cartmel w kierunku Caldbeck- przed nami 1:30 godziny w autokarze, w zamysle bardzo chcialem je przespac, usiadlem jednak kolo Johna, biegacza ktory przyjechal ze Wschodniego Londynu I zaczal zasypywac mnie dziesiatka pytan o specyfike biegu, warunki w Lake District itp- John nigdy nie biegal w Lake District, przez chwile przeszla mi przez glowe mysl, ze chyba nie wie na co sie pisze..

Calbdeck powitalo nas cudownym wschodem slonca, przyjemna jak na te pore roku temperatura, oraz potrojeniem liczby jego mieszkancow- glowny skwer byl po prostu wypchany po same brzegi butami najlepszych marek, oraz dziesiatkami tysiecy funtow w najbardziej kosmicznych sprzetach, co poniektorzy z biegaczy przypominali bardziej komandosow anizeli ludzi uprawaiajacych ?najtanszy? sport swiata. Z niecierpliwoscia obserwolwalem zegarek, zblizala sie godzina zero, a dokladniej mowiac 8:00, o ktorej to powinnismy wystartowac..

Krotki briefing- ?pamietajcie ze auta sa wieksze od Was, a jak sie sturlasz 30 metrow w dol masz duze szanse zeby sie polamac?- i wystartowali! 347 osob, kobiet I mezczyzn, czesc z nich jeszcze nie wiedzaca na co sie pisze, z usmiechami na twarzy, co szosty z tempem w okolicach 4min/km..

Moim celem od samego poczatku bylo utrzymanie tempa ogolnego 7:35 min/km, co daloby mi czas o pare minut lepszy od zeszlorocznego rekordu 10:37h- czyli biegniemy co sie da w tempie kolo 5 min/km, ostro na zbiegach I mocny marsz na wszystkich podejsciach- taktyka sprawdzona na krotszych dystansach, nie bylem tylko pewien czy podolam kontynuowac tak przez 80km?

Pierwsze podejscie pod High Raise zweryfikowalo umiejetnosci zawodnikow- od tego punktu (okolice 8-go kilometra) tak naprawde nie wiele zmieilo sie do samego konca wyscigu, juz od tego momentu wiedzialem ze nie mam co liczyc na zwyciestwo poniewaz na samym czele pelotonu biegl Kim Collison, ktory ma za soba nisamowity sezon (wygrywal praktycznie wszystkie wyscigi w UK w tym roku) i w dodatku jest reprezentantem GB w biegach gorskich, ale spogladajac na zegarek widzialem ze moj prywatny cel moze byc w zasiegu reki. Na szczycie Blencathry zameldowalem sie jako czwatry zawodnik. Napierajac bardzo mocno na zbiegach I podejsciach zorientowalem sie ze jestem zawodnikiem prowadzacym za soba sznureczek innych uczestnikow, ktorzy chyba nie za bardzo znali teren po ktorym sie poruszali. Swoja droga podczas calego wyscigu nie wyciagnalem z plecka ani razu mapy, calosc trasy mialem zapisana dokladnie w glowie pomimo iz przebieglem ja tylko raz w ramach treningu. Ze szczytu Blencathry do pierwszego checkpointu w malej wioseczce Threlkeld prowadzil bardzo trudny technicznie zbieg tak zwana grania Halls Fell- mieszanka scramblingu, szybkiego zbiegu wyeksponowana grania, oraz pozniejszy dlugi zbieg waska kamienista sciezka pozwolily mi oraz kolejnym trzem zawodnikom oddalic sie jeszcze bardziej od glownego trzonu wyscigu. Threlkeld- chwila na uzupelnienie wody, izotonika, kubek coli, banan, melon i w droge..

W myslach odkladalem ten moment- przed nami majaczyl White Pike-paskudne, strome podejscie, bez widocznego szlaku, po mokrym, bagnistym, wrecz typowym dla Lake District gruncie- ograbil mnie z resztek sil? Podczas tego podejscia stracilem trzy pozycje, w rezultacie bylem teraz siodmy, wyczerpany, sam z setkami mysli o podobnym zabarwieniu- po co to robisz, zaraz pikawa Ci stanie, juz I tak nie dasz rady osiagnac zamierzonego celu? To dopiero 20km pomyslalem, wzialem sie w garsc I jakims cudem doczolgalem na sam szczyt, skad zaczynal sie okolo kilometrowy zbieg I majaczylo podejscie pod Dodds na ktorym widzialem uciekajaca trojke zawodnikow.. Od tego momentu az po sama Grizdale Tarn bylem zupelnie sam- w oddali widzialem goniacych mnie zawodnikow, lecz odleglosc pomiedzy nami byla dosyc znaczaca, przed soba natomiast tylko piekno pasma Helvellyn, szeroka sciezke, momentami dosyc techniczna, z duza iloscia zbiegow I podejsc- tereny idealne do biegania.. Odcinek ten zweryfikowal ostatecznie moje zamiary jezeli chodzi o bicie ubiglorocznego rekordu oraz wybory zywieniowe.. Spogladajac na zegarek widzialem ze moje tempo srednie jest na dana chwile w granicach 8:40 min/km, zdawalem sobie sprawe ze najwieksze podejscia mam juz za soba, ale wiedzialem rowniez ze przede mna jeszcze daleka droga oraz podejscie od Grizedale Tarn na Fairfield, ktory nawet podczas normalnego treningu jest nielada wyczynem.. Od Threlkeld nie spozylem rowniez niczego orpocz dwoch zeli I wyraznie opadalem z sil.. Na wyscig wzialem ze soba dosyc sporo batonow Cliff Bar o smaku masla orzechowego- moich ulubionych- oraz tylko cztery zele, normalnie prefereuje batony od zeli, lecz dzisiaj bylo inaczej, zaden baton nie chcial przecisnac sie przez moje gardlo.. Cale szczescie do Ambleside bylo juz niedaleko..

Od Grizedale Tarn dolaczyla do mnie trojka biegaczy- czytajcie dogonili mnie bo juz tak strasznie zwolnilem tempo- dwojka mezczyzn I kobieta. Cala trojka trzymala sie mnie ale nie wiedzac czemu nie byla w stanie mnie wyprzedzic, moze nieswiadomie wykrzesalem resztki energii I przyspieszylem? Trzymalisy sie razem az do Fairfield, skad zaczynal sie dlugi (prawie 7km), dosyc techniczny zbieg do Ambleside. Odcinek ten ma pewien sekret- zbieg przedzielony jest kamiennym murkiem po srodku grani, nie wiedzac czemu wiekszosc biegaczy zazwyczaj wybiera strone lewa, bardziej blonista, z elementami scrambling, po prostu duzo bardziej skomplikowana, tylko nieliczni (w tym ja) znaja sekret prawej stony, ktora jest zdecydowanie lepsza jezeli chodzi o bieganie, ciagle bardzo techiczna, ale nie az tak blotnista, bardziej skalista.

Z Fairfield poscilem sie bardzo mocno w dol stromym technicznym zbiegiem, dalo mi to okolo minuty przewagi na dwojka mezczyzn, tylko ta jedna kobieta nie chciala odpuscic, biegla mocnym tempem co rusz dorownujac mi na zbiegach.

Dobieglismy do murku przy ktorym podpowiedzialem jej zeby pobiegla prawa strona bo jest prosciej- I tak zaczelismy nasza wspolna wedrowke do samej mety. Kobieta ta okazala sie byc Helen Leigh (zwyciezczyni tegorocznego Coast to Coast Adventure Race, fell runnerka mieszkajaca na codzien pod Glasgow). Podroz do Ambleside uplynela nam na szybkim zbiegu I ogolnych gadkach typu: ?wow jestes na ta chwile numer 1?, ?damy rade jeszcze tylko 40km przed nami? I standardowe ?my legs are killing me? ?

Przed samym Ambleside czekala juz na mnie Sabi, ktora specjalnie przyjechala zeby podniesc mnie na duchu I pozywic moim ukochanym avocdo I jajkiem . Przepak poszedl w miare sprawnie, szybka zmiana butow I skarpetek, szklanka izotonika, uzupelnic bidony, pomarancz, banan, melon, zelki I wio biegac dalej!

W Ambleside zameldowalem sie siodmy, nic nie wrozylo ze uda mi sie polepszyc lokate, moim celem bylo teraz zmiescic sie w pierwszej dziesiatce I jak najbardziej odrobic straty z biegu gorskiego. Sabinka przebiegla sie ze mna jeszcze kawalek z checkpointu, dodajac otuchy oraz pojac mnie proteinowa odzywka po czym wrocila na autobus aby dotrzec na mete w Cartmel, a ja pognalem co sil odrabiac straty.

Po okolo kilometrze dogonilem Helen, ktora zapytala sie jak znam ta czesc wyscigu, poniewaz ona nie czuje sie tutaj zbyt pewnie- odpowiedzialem ze raczej nie bede mial problemow z nawigacja (zreszta oragnizator zapewnil swietne oznaczenie drugiej czescie trasy) i ze jezeli chce mozemy przebiec druga czesc razem- obydwoje uznalismy ze to swietny pomysl- w koncu we dwojke razniej.

Odcinek od Ambleside do ostatniego checkpointu w Finsthwaite zlecial w miare szybko, towarzyszyla mu niezliczona ilosc fuck?ow, bitch?ow, I tym podobnych. Obydwoje podnosilismy sie na duchu w chwilach zwatpienia, kiedy jedno slablo drugie zaczynalo prowadzic I trzymac tempo I tak w kolko.. Od 65km zaczely mnie lapac strasznie skorcze, ktore trzymaly mnie az do konca wyscigu, musze tu napisac ze gdyby nie Helen na sto procent nie dobiegl bym do mety w czasie w ktorym ukonczylem wyscig- swoja obecnoscia motywowala mnie do szybszego (w koncu baba nie moze byc lepsza ode mnie ;P ) biegu.

W Finisthwaite dowiedzielismy sie ze druga kobieta jest okolo kilometra za nami- juz od pewnego czasu naszym glownym celem bylo doprowadzic Helen jako pierwsza kobiete do mety, to bardzo nas motywowalo- informacja ta spowodowala ze na szybko wypilismy po kubu zupy I popedzilismy co sil w nogach w kierunku mety. Wydaje mi sie ze odcinek Finisthwaite- Cartmel to najszybsze 10km calego wyscigu. Dwa cele- uciec Sabrinie Verjee (bardzo doswiadczonej lokalnej biegaczce I ultramaratonce) I dobiec przed zmierzchem- zmotywowaly nas do wykrzesania resztek sil i galopu poprzez piekne lesne sciezki I polne pagorki. Na 4 kilometry przed meta udalo nam sie wyprzedzic dwojke zawodnikow ktorzy od samego poczatku wyscigu utrzymywali sie na pozycji nr 2 i 3. Piekne taktyczne zagranie z naszej strony (udawalismy ze jestesmy w pelni sil i wyrzedzilismy ich na pelnej parze kontynuujac przez kolejne 200/300 metrow) spowodowalo ze na dobre udalo nam sie dobic ich morale i pozbawic checi do dalszej pogoni!

Ostatnie 2km do mety to istny sprint po asfalcie- zdalismy sobie sprawe ze moze uda sie zejsc ponizej 11h! Jak sie okazalo 83km a my napieramy tempem 4:00 p/km, juz widzimy mete, mijam Sabi, wbiegamy z czasem 11:00:00!!!

Co za radosc! Dobiegam jako 5 mezczyzna i na dobra sprawe w jakims stopniu przyczyniam sie do 1go miejsca Helen! Co za wyscig i co za emocje, naprawde dla takich chwil warto startowac!

Podsumowujac

Nigdy nie planuj Twojego najwazniejszego wyscigu w pazdzierniku- zajedziesz sie treningami! Impreza swietnie zorganizowana, Open Adventures wie jak bawic sie w te klocki. Pomimo iz nie udalo mi sie osiagna zamierzonego celu I zejsc ponizej 10:37h, jestem bardzo zadowolony z mojego wyniku- pierwsze 80km (w rezczywistosci 84km), 5ta pozycja, tempo srednie 7:52 min/km przy 4100m przewyzszen! Biegaj ultra poznasz zajebistych ludzi! Testuj, testuj I jeszcze raz testuj jedzenie- ja to troche zaniedbalem I dostalem po dupie na trasie. Nigdy nie trac wiary w siebie, mocno trenuj i zawsze mierz wysoko! Nigdy nie boli tak bardzo zeby nie moglo bolec bardziej!

Wielkie dzieki dla wszystkich, ktorzy mnie dopingowali! Niesamowicei milo bylo czytac te wszystkie wiaomoscie, jestescie wielcy!

Specjalne dzieki dla Sabi, ktora meczyla sie ze mna tyle czasu I pomagala w trakcie wyscigu! Kocham Cie!

Kuba Snochowski